TAK i NIE to słowa tworzące wespół w zespół, bez poczucia konfliktu, byt teatralny zespolony, niesamoistny, jednorodny.
Przyrastające od kiedy? znaczenia uwzględniające –dlaczego? Słowa szyfry wdrukowujące paradoks każdej konstrukcji myślowej. Każde tak jest logicznym zaprzeczeniem, skokiem samobójcy w przestrzeń zanegowaną, w logikę zdrady, w samozniszczenie. Skąd jawią się takie oczywiste antyzwroty i jakie może być ich teatralne znaczenie? Pytam siebie i próbuję znaleźć sceniczny ekwiwalent tej człowieczej? polskiej? nadgorliwości w konfliktowaniu normalności. Jak będąc sobą być nie sobą jednocześnie? W jaki cudowny sposób poczuć słowa wyrazistość i sprzeczność jednocześnie? Czy możliwy jest teatralny przekład znaczeń nieznaczonych? Czy można dokonać cudu zjednoczenia zaprzeczenia? I co na to filozofowie i językoznawcy albo recenzenci teatralni?
Czarny Anioł prowadzi nieWOLNĄ trupę nieZALEŻNYCH artystów tam, gdzie świeci słońce i księżyc jednocześnie. Prowadzi przez zakamarki świata, głębokie wąwozy, wąskie ulice, rozległe place by ziścić sen o RÓWNOŚCI. Wiedzie drogą wyznaczoną przez siebie, znaną tylko sobie, dyktowaną troską o prowadzonych nieSZCZĘŚLIWÓW. Jest pełen wiary w całkowite ich poświęcenie. Wie, że jest mocny, bezwzględny, czasami despotyczny. Ufa w swą siłę. Kocha wybrańców aczkolwiek doskwiera mu małość ich pochlebstw. Brakuje mu dowodów bezwarunkowej miłości i pełnego oddania. Ma świadomość osamotnienia i wyobcowania. Czuje się WIELKI aczkolwiek nieWIELKIE jest poczucie jego WIELKOŚCI. Wystawia naród wybrany na próby –sprawdza ich odporność na rytm, zdolność rytmicznego skandowania, musztruje wyobraźnię, wprowadza rytuały, zachęca, prowokuje , eksperymentuje . Gromada nieWOLNEJ trupy nieZALEŻNYCH artystów włącza się w grę tworząc czarno –biały kontredans. Czy dojdą do celu w przyjaźni? Czy znajdą spełnienie? Czy stworzą byt jednorodny? Czy stanie się cud?
Ciąg dalszy następuje w wyobraźni występujących i ewentualnych widzów. Dramatopisarze ostrzą pióra…
