autorski spektakl Grzegorza Babicza reżyseria – Grzegorz Babicz scenografia – Agnieszka Gierach występują – Łukasz Wolff, Paweł Wódczyński, Grzegorz Babicz Trójka aktorów – inteligent i dwaj „robole”, koczująca na obrzeżach londyńskiego lotniska Heathrow w burzliwej rozmowie , obficie zakrapianej szkocką whisky zmaga się z „przeklętymi” polskim problemami – co to za świat , do którego musieli emigrować, ile warta jest przynależność do Unii Europejskiej, a nade wszystko z pytaniem – czym jest Polska, „jeszcze Polską” czy niby-Polską, wracać czy nie wracać. Scenariusz rewelacyjny, świadczący o przenikliwej obserwacji współczesnego świata i Polski , świadomie i udatnie nawiązujący do Mrożkowych „Emigrantów”, otwierający perspektywę „Emigrantów 2014”. Balans na granicy groteski i gorzkiego realizmu znakomicie wyważony – zarówno w tekście , jak i wykonaniu”. Elżbieta Morawiec – krytyk teatralna i literacka, publicystka, tłumaczka Materiał archiwalny Studia Teatralnego Próby
Szczep piastowy autorski spektakl Grzegorza Babicza występują- Grzegorz Babicz, Łukasz Wolff, Paweł Wódczyński, Grand Prix XLI Tyskich Spotkań Teatralnych 2014
Spektakl rozgrywa się gdzieś w Wielkiej Brytanii, w mieszkaniu Jana i Grzegorza, w dzień przyjazdu Tadeusza. Grzegorz i Jan mieszkają w UK od kilku lat, każdy z nich prowadzi stabilne, uporządkowane życie. Z okazji przyjazdu Tadeusza, urządzają imprezkę.
Pojawienie się nowego lokatora zaburza stan równowagi, Początkowe błahe rozmowy zamieniają się debatę nad sensem emigracji. Spektakl pokazuje problemy i rozterki młodych ludzi, którzy będąc u progu dojrzałego życia zastanawiają się czego tak naprawdę pragną od życia. Wciąż poszukują, eksperymentują, podejmują decyzje, które wiążą się z korzyściami i kosztami. Każdy musi indywidualnie ocenić, czy rachunek ten jest dla niego korzystny. Nieoczywistość tego rachunku, wywołuje stan tymczasowości, powoduje że bohaterowie bezwładnie płyną z nurtem życia, czekając na impuls, który wyrwie ich z letargu i nada sens chwycenia za stery.
Pragniemy sprowokować widza do zastanowienia się nad problemem współczesnej polskiej emigracji. Poszukujemy odpowiedzi na pytania: „dlaczego wyjeżdżamy” lub „przed czym uciekamy”? Zastanawiamy się czy za masowością tego zjawiska nie stoją nasze narodowe cechy.
Spektakl napisany jest współczesnym językiem, bliskim używanego przez wielu Polaków, mieszkających w Wielkiej Brytanii, porusza aktualne problemy i dylematy. Stanowi ciekawy głos w dyskusji na temat emigracji i polskości.
Napisali o spektaklu:
Elżbieta Morawiec – krytyk teatralna i literacka, publicystka, tłumaczka
„Wśród grup teatralnych na szczególna uwagę zasługuje zespół Studia Teatralnego Próby z Poznania, wyróżniony Grand Prix tyskiego przeglądu. Poznański teatr pracuje od kilku lat w bardzo licznej grupie, ma za sobą m.in spektakle Witkacego, Gombrowicza. W Tychach trójka aktorów – Paweł Wódczyński, Łukasz Wolff , Grzegorz Babicz przedstawiła oryginalny scenariusz „Szczep Piastowy” Ujął w nim autor i zarazem reżyser, Grzegorz Babicz trudny i jakże aktualny temat losów polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii. Trójka aktorów – inteligent i dwaj „robole”, koczująca na obrzeżach londyńskiego lotniska Heathrow w burzliwej rozmowie , obficie zakrapianej szkocką whisky zmaga się z „przeklętymi” polskim problemami – co to za świat , do którego musieli emigrować, ile warta jest przynależność do Unii Europejskiej, a nade wszystko z pytaniem – czym jest Polska, „jeszcze Polską” czy niby-Polską, wracać czy nie wracać. Scenariusz rewelacyjny, świadczący o przenikliwej obserwacji współczesnego świata i Polski , świadomie i udatnie nawiązujący do Mrożkowych „Emigrantów”, otwierający perspektywę „Emigrantów 2014”. Balans na granicy groteski i gorzkiego realizmu znakomicie wyważony – zarówno w tekście , jak i wykonaniu. Ze szczególnie wyróżniającą się postacią nowego XX – brutalnego jak podpity kibol a świadomego swego losu emigranta ( Grzegorz Babicz). Przy dramatycznym braku ważkich myślowo dramatów współczesnych scenariusz Babicza w pełni zasługuje na upowszechnienie i druk.”
Janusz R. Kowalczyk – teatrolog, pisarz, dziennikarz, recenzent teatralny, redaktor w portalu Culture.pl przy Instytucie Adama Mickiewicza
„…niespodziankę sprawili twórcy przedstawień autorskich.
Myślę tu o „Szczepie piastowym” Grzegorza Babicza (autorstwo, reżyseria, jedna z ról) w wykonaniu Studia Teatralnego „Próby” z Poznania. Widowisku bezwzględnie należało się Grand Prix za bezkompromisowe ukazanie odpływu młodych, wykształconych rodaków zagranicę. Wykonując pracę poniżej kwalifikacji, gubią się w nieprzyjaznej im rzeczywistości, a mimo to nie chcą wrócić do kraju. Rewelacja – „Emigranci” 2014 roku.”
„Wśród grup teatralnych na szczególna uwagę zasługuje zespół Studia Teatralnego Próby z Poznania, wyróżniony Grand Prix tyskiego przeglądu. Poznański teatr pracuje od kilku lat w bardzo licznej grupie, ma za sobą m.in. spektakle Witkacego, Gombrowicza. W Tychach trójka aktorów – Paweł Wódczyński, Łukasz Wolff , Grzegorz Babicz przedstawiła oryginalny scenariusz „Szczep Piastowy” Ujął w nim autor i zarazem reżyser, Grzegorz Babicz trudny i jakże aktualny temat losów polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii. Trójka aktorów – inteligent i dwaj „robole”, koczująca na obrzeżach londyńskiego lotniska Heathrow w burzliwej rozmowie , obficie zakrapianej szkocką whisky zmaga się z „przeklętymi” polskim problemami – co to za świat , do którego musieli emigrować, ile warta jest przynależność do Unii Europejskiej, a nade wszystko z pytaniem – czym jest Polska, „jeszcze Polską” czy niby-Polską, wracać czy nie wracać. Scenariusz rewelacyjny, świadczący o przenikliwej obserwacji współczesnego świata i Polski , świadomie i udatnie nawiązujący do Mrożkowych „Emigrantów”, otwierający perspektywę „Emigrantów 2014”. Balans na granicy groteski i gorzkiego realizmu znakomicie wyważony – zarówno w tekście , jak i wykonaniu. Ze szczególnie wyróżniającą się postacią nowego XX – brutalnego jak podpity kibol a świadomego swego losu emigranta ( Grzegorz Babicz). Przy dramatycznym braku ważkich myślowo dramatów współczesnych scenariusz Babicza w pełni zasługuje na upowszechnienie i druk.” Elżbieta Morawiec
Teatr, jakiego nie ma
Jeśli w Tychach słychać teraz to głuche dudnienie z północy, to najmocniej przepraszam. Tak, przyznaję się, to ja. Biję się w piersi, aż dudni.
Dlaczego? Bo dałem się skusić. Komu? Dyrektorowi Teatru Małego w Tychach, Andrzejowi Marii Marczewskiemu. Zasiadłem w jury XLI Tyskich Spotkaniach Teatralnych, no i mam za swoje.
Festiwale teatralne. Ile ich było w moim życiu? Nie zliczę. Przez dwadzieścia pięć lat zjeździłem w tym celu cały kraj. Nalatałem się też wzdłuż i wszerz po Europie, że o wypadzie za ocean nie wspomnę. Było, minęło. Ile naprawdę godnych uwagi przedstawień pozostało mi na zawsze w pamięci? Kilkadziesiąt? Kilkanaście? Kilka?…
Co się zapamiętuje? Raczej ogólną atmosferę (klimat, nastrój, koloryt) niż konkretne dzieła. I nie mówię tu o takich molochach, jak doroczny spęd setek zespołów teatralnych w Edynburgu. Przedstawieniom, idącym tam w tysiące, nie sprostałby i legion krytyków.
Po cóż jednak daleko szukać? Wystarczy przyjrzeć się życiu festiwalowemu w kraju. Kwitnie. Do tego stopnia, że na upartego można by, z wyjątkiem świąt, spędzić okrągły rok przejeżdżając z jednego przeglądu teatralnego na drugi. Jest nawet kilku „żelaznych” krytyków, dla których zasiadanie we wszelakich komisjach selekcyjnych i jury festiwali to pełny drugi etat. Albo i pierwszy…
Po co o tym piszę? Bo – wzorem Korowiowa z „Mistrza i Małgorzaty”, który „potąd miał tych cudzoziemców” – dość mam festiwali. Mdłych, nijakich, nudnych, przypadkowych, pozbawionych wyrazu. Jako ich uczestnik, recenzent, juror, choć przede wszystkim jako widz.
Człowiek żyjący z pisania, bądź mówienia o teatrze jeszcze sobie poradzi. Im więcej obejrzy płytkich, mętnych i nikomu niepotrzebnych widowisk-dziwowisk, tym większy da im odpór, obśmiewając w gazecie, do mikrofonu czy przed telewizyjną kamerą. Tak się bowiem składa, że o złych przedstawieniach krytykom pisze się wyśmienicie – z werwą, pasją, polotem, aż śmigające po klawiszach laptopa palce nie nadążają za natłokiem myśli (czytaj: złośliwości).
Co innego juror. On w takiej sytuacji ma przechlapane. Bo co się dzieje? Mija półmetek, dwie trzecie, trzy czwarte festiwalu. On tymczasem nie widzi nikogo, komu bez wstydu i zażenowania można by wręczyć nagrodę. I jak tu nie wpaść w panikę? Co taki delikwent robi? Przysięga sobie, że do jury nikt go nigdy więcej nie zaciągnie.
Mnie, jako się rzekło, skusił dyrektor Andrzej Maria Marczewski. Znam go, cenię, słowem: wpadłem. Z deszczu pod rynnę. Od pierwszych pokazów konkursowych tyskiego festiwalu stało jasne, że jury – wraz z samym Marczewskim – zostało zapędzone w tak zwany kozi róg. W sytuację bez wyjścia. W pułapkę logiczną. Tyski festiwal AD 2014 pokazał nam teatr, jakiego nie ma.
Jak to nie ma, skoro go oglądamy? Bo rzeczywiście, takiego teatru nie ma nigdzie indziej, a tu – proszę bardzo! – jest. Skąd się wziął? – nie wiadomo…
Minął dzień, drugi, a w jurorskich duszach zalęgł się dylemat nie do rozstrzygnięcia. Jak podzielić przeznaczoną na nagrody kwotę, aby uhonorować wszystkich, którzy na to zasługują? Z dnia na dzień przybywało potencjalnych laureatów – w przeciwieństwie do wciąż jednakowego funduszu nagród – co wciąż go rozmieniało na sumki tak śmieszne, że w przyzwoitym towarzystwie z czymś takim wyskoczyć nie honor.
Kilka radykalnych przetasowań pozwoliło utrzymać pulę nagród na nader przyzwoitym poziomie, jakkolwiek wyeliminowało z niej niezłe grono potencjalnych zwycięzców. Najwspanialsze teksty krytyczne powstają, jak wiadomo, przy relacjonowaniu przedstawień dość koślawych. Tylko skąd je wziąć?…
Dlatego proszę mi wybaczyć, że z takim mozołem pichcę ten tekst, który – eufemistycznie mówiąc – pozostawia sporo do życzenia. Cóż jednak począć, skoro w mojej osobistej hierarchii festiwali XLI Tyskie Spotkania Teatralne okazały się najlepsze spośród dotąd oglądanych? Gdybym chciał je określić jednym słowem, nazwałbym je mądrymi i kropka.
Złożyły się na to przede wszystkim wspaniałe teksty. Obok literatury z najwyższej półki jak Herta Müller czy (poza konkursem) Thomas Mann, jak i kilkoma przypomnieniami rzadko wystawianych polskich utworów scenicznych (Białoszewski, Iredyński), niespodziankę sprawili twórcy przedstawień autorskich.
Myślę tu o „Szczepie piastowym” Grzegorza Babicza (autorstwo, reżyseria, jedna z ról) w wykonaniu Studia Teatralnego „Próby” z Poznania. Widowisku bezwzględnie należało się Grand Prix za bezkompromisowe ukazanie odpływu młodych, wykształconych rodaków zagranicę. Wykonując pracę poniżej kwalifikacji, gubią się w nieprzyjaznej im rzeczywistości, a mimo to nie chcą wrócić do kraju. Rewelacja – „Emigranci” 2014 roku. Janusz R. Kowalczyk
